Młody Bach kłania się starym mistrzom
Szanowni Państwo, już jutro, 1 kwietnia, rozpocznie się w Gdańsku kolejny festiwal Actus Humanus Resurrectio. Na oficjalnej inauguracji w Centrum św. Jana (początek o 20.00) wystąpi Ensemble Correspondances, prowadzony od pozytywu przez Sébastiena Daucégo, w programie złożonym z wczesnych kantat Jana Sebastiana Bacha. Jak zwykle przygotowałam eseje na każdy koncert festiwalu, jak zwykle będę Państwu anonsować część wydarzeń na bieżąco, pozostałe zaś przypominać po zakończeniu AHR 2026. Kto nie dotrze na miejsce, będzie mógł wysłuchać transmisji w radiowej Dwójce. Przybywajcie tłumnie!
***
Albert Schweitzer, alzacki polihistor i autor wydanej w 1908 roku monografii Bacha, pisał w niej z uwielbieniem o Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit BWV 106, przyznając, że bez namysłu poświęciłby dwieście kantat kościelnych Lipskiego Kantora w zamian za sto dzieł formatu Actus Tragicus. Jeśli nawet nie ma w tym stwierdzeniu przesady (co prawdopodobne), i tak zadziwia pewność, z jaką Schweitzer tak wysoko ocenił utwór, który wyszedł spod pióra zaledwie dwudziestokilkuletniego kompozytora. Być może zaważyły na tym jego osobiste preferencje: Schweitzer zdecydowanie przedkładał ożywiony dialog solistów z chórem, charakterystyczny dla wczesnych kantat Jana Sebastiana, nad rzekomą rozwlekłość recytatywów i wybujałość arii da capo w jego dojrzałej twórczości kantatowej. Niewykluczone też, że próbował zamknąć toczącą się od blisko osiemdziesięciu lat dyskusję nad tym niezwykłym dziełem, które wciąż nie chce odsłonić wszystkich swoich tajemnic.
Nie przetrwał żaden, choćby fragmentaryczny autograf BWV 106. Na szczęście utwór zachował się w kilku odpisach, z których najstarszy, sporządzony być może przez Christiana Friedricha Penzla, ucznia Bacha, pochodzi z 1768 roku i został opatrzony adnotacją Actus Tragicus, traktowaną odtąd jako alternatywny tytuł, choć w istocie jest określeniem gatunkowym luterańskiej kantaty liturgicznej na tematy związane ze śmiercią. Nad datowaniem dzieła, a poniekąd też kwestią jego autorstwa, zastanawiał się już Felix Mendelssohn. W roku 1835 pisał w liście do ojca, że kantata „musi być albo bardzo wczesna, albo bardzo późna, pod względem stylu różni się bowiem diametralnie od tych, które powstały w średnim okresie życia Bacha; nigdy nie pomyślałbym, że chór początkowy i ostatni są dziełem Jana Sebastiana, jeśli już, to innego kompozytora z epoki. Z drugiej jednak strony nikt inny na świecie nie potrafiłby stworzyć muzyki, która wypełnia środkową część dzieła”. Moritz Hauptmann, od 1842 roku kantor Thomasschule w Lipsku, zachwycał się nieodpartym pięknem utworu, nie mogąc zarazem przejść do porządku dziennego nad „dziwaczną potwornością jego struktury muzycznej, w której frazy piętrzą się jedna na drugiej, wrastają w siebie nawzajem, nie tworząc żadnych wyodrębnionych grup ani kulminacji”. Dopiero w końcu XIX wieku zaczęto postrzegać Actus Tragicus jako swoistą rekapitulację „dawnego stylu”, w której Bach odwołał się między innymi do twórczości Buxtehudego i Pachelbela, ale też własnych wyobrażeń o polifonii renesansowej. Symbolicznie zderzył „stary” kontrapunkt z „nowoczesnym” stylem monodycznym. Starotestamentową wizję śmierci przeciwstawił nowotestamentowej obietnicy zbawienia.
Wnętrze Marienkirche w Mühlhausen. Fot. Erwin Meier
Schweitzer już wiedział, że to dzieło wczesne, ale badacze do dziś spierają się o dokładną datę powstania i przeznaczenie kantaty BWV 106. Actus Tragicus z pewnością został skomponowany między 1706 a 1709 rokiem. Kiedyś sądzono, że z myślą o nabożeństwie żałobnym któregoś z krewnych Bacha, być może wuja Tobiasa Lämmerhirta; łączono też utwór z pogrzebem córki pastora kościoła Divi Blasii w Mühlhausen. Obecnie przeważa pogląd, że kantata powstała na uroczystości pogrzebowe burmistrza Adolpha Streckera, które odbyły się 16 września 1707 roku. Wciąż jednak brakuje dowodu na ostateczne potwierdzenie tej hipotezy. Nigdy nie było wątpliwości, że tekst utworu jest kompilacją ustępów ze Starego i Nowego Testamentu, uzupełnionych dokonaną przez Lutra parafrazą Kantyku Symeona oraz chorałem niemieckiego mistyka Adama Reusnera. Ale dopiero niedawno udało się ustalić, skąd pochodzi tekst tytułowego chóru „Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit” („Boży czas to czas najlepszy”) – mianowicie ze Stu ewangelicznych rozmyślań o śmierci śląskiego teologa Davida von Schweinitza – a tym samym odkryć pierwotne źródło skromnego Bachowskiego traktatu o rzeczach ostatecznych, opowiedzianego głosami czworga solistów, chóru, dwóch fletów, dwóch gamb i basso continuo.
W podobnym czasie, najprawdopodobniej w 1707 roku, powstała kantata Nach dir, Herr, verlanget mich BWV 150 („Do Ciebie, Panie, duszę moją wznoszę”) – pod pewnymi względami jeszcze osobliwsza, z uwagi na wyeksponowaną rolę chóru, występującego aż w czterech z siedmiu części utworu (znów warto zwrócić uwagę na odwołania do „starego stylu”, między innymi wykorzystanie niezwykle ekspresyjnej, wyrażającej ból i cierpienie figury saltus duriusculus, zarówno w pierwszym chórze, jak i w poprzedzającej go sinfonii); arię „Zedern müssen von den Winden oft viel Ungemach empfinden”, jeden z nielicznych przykładów tria wokalnego w całej twórczości Bacha (w tym przypadku alt, tenor i bas); oraz inwersję materiału muzycznego z dwóch pierwszych części w zamykającej utwór ciacconie – dźwiękowej metaforze przejścia od smutku do radości, zapożyczonej później przez Brahmsa w finale jego IV Symfonii. Do tej pory nie udało się ustalić miejsca powstania kantaty (w grę wchodzą Arnstadt albo Mühlhausen) ani jej przeznaczenia, choć analiza tekstu, łączącego fragmenty psalmów z anonimową poezją, sugeruje nabożeństwo pokutne.
Wnętrze Blasiikirche w Mühlhausen. Fot. Michael Sander
Pokutny charakter ma również kantata Aus der Tiefen rufe ich, Herr, zu dir BWV 131 – jeśli wierzyć notatce z zachowanego autografu, zamówiona przez Georga Christiana Eilmara, pastora Kościoła Mariackiego w Mühlhausen. W utworze, przeznaczonym na dwóch solistów (tenor i bas), chór oraz zespół instrumentalny złożony z oboju, fagotu, skrzypiec, dwóch altówek i basso continuo, wykorzystano tekst Psalmu 130 („Z głębokości wołam do Ciebie, Panie”), skompilowany z luterańskim chorałem Bartholomäusa Ringwaldta. Niewykluczone, że kantata BWV 131 powstała wkrótce po przyjeździe Bacha do Mühlhausen, trudno ją jednak powiązać z konkretną datą w kalendarzu liturgicznym. Zdaniem niektórych badaczy mogła być przeznaczona na specjalną okazję, na przykład któreś z nabożeństw pokutnych po wielkim pożarze miasta w maju 1707 roku.
Z Mühlhausen wiąże się także kantata Christ lag in Todesbanden BWV 4, którą część muzykologów uważa za tożsamą z utworem przedstawionym przez Bacha w Wielkanoc 1707 roku w kościele Divi Blasii, w ramach aplikacji na stanowisko tamtejszego organisty. „Legł Chrystus w śmierci pętach” jest kantatą chorałową, skomponowaną w całości do tekstu Lutra – swobodnej adaptacji łacińskiej sekwencji Victimae paschali laudes – w technice wariacji per omnes versus, czyli obejmujących wszystkie strofy po kolei, z melodią pieśni zachowaną w cantus firmus. Na tle pozostałych wczesnych kantat Bacha BWV 4 sprawia wrażenie wręcz „starodawnej”, a przecież nie stroni od typowo barokowego malarstwa dźwiękowego i wyrazistych figur retorycznych. Kompozytor musiał mieć do niej szczególny sentyment, skoro po latach wykorzystał ją kilkakrotnie w Lipsku, w nowej wersji, z dodatkowym instrumentalnym „chórem” dublującym głosy wokalne, złożonym z cynku i trzech puzonów.
Sébastien Daucé. Fot. Marco Borggreve
Tych wczesnych Bachowskich kantat, jak sugerują najnowsze odkrycia, pisanych przez dwudziestodwulatka, zachowało się w sumie niespełna dziesięć. Więcej zapewne się nie odnajdzie, choćbyśmy oddali za nie wszystkie pozostałe kantaty kościelne. Zresztą nie warto niczego oddawać. Na każdym etapie życia Bach tworzył odrębne arcydzieła.




















